Dwa dni w Joburgu i ja sama ze sobą :)


Dwa dni w ubiegłym tygodniu urzędowałam poza domem! Czwartek i piątek spędziłam w Johannesburgu, sama, tylko ze sobą:) Był to pierwszy od dawna wyjazd służbowy. Tak, służbowy! I to nie w artystycznym aspekcie ... Wspominałam Wam, że moje życie się pozmieniało ale nie miałam chyba okazji opowiedzieć Wam w jaki sposób! Otóż jedną z większych zmian jest nowe zajęcie, praca "poza domem". To nie tak, że nagle przestałam zajmować się już tworzeniem biżuterii czy malowaniem, owszem nadal jest to mój "side business" :) przyszedł jednak moment na działanie na innej płaszczyźnie. Nie ukrywam też, że sfera finansów też miała tu swoje znaczenie. Po dosyć trudnej drugiej połowie ciąży i potem czasie spędzonym w domu, z malutkim Franulkiem, z chęcią zmieniam otoczenie domowe na biuro i działam, na teraz w branży medycznej - kto by pomyślał? :)
Stąd też moja ubiegłotygodniowa wyprawa. Otóż wybrałam się na targi - Africa Health Expo - co by sprawdzić co afrykański rynek medyczny proponuje ciekawego i nowego. Odwiedziłam mnóstwo stoisk z przeróżnym sprzętem, między innymi też zajrzałam do działu polskiego! Fajnie było. Wyjazd był ciekawy pod kątem targów i bardzo potrzebny pod kątem spędzenia chwili czasu sam na sam - mimo, że wśród wielkomiejskich tłumów. Miałam czas na zobaczenie odrobiny Joburga, kawę to tu to tam, ale też wybrałam się do Mall of Africa i przez hmm ... godzinę albo dwie? buszowałam po H&Mie. Być może wyda się Wam to niespecjalnie wyjątkowe, ale po kilku latach mieszkania w RPA zauważam, że brakuje mi pewnych, dosyć podstawowych europejskich atrakcji. Tak więc wielką przyjemność sprawiło mi obserwowanie miasta, bycie jego anonimową częścią i nieprowadzenie auta. (w Bloem ciągle jeżdżę autem jako kierowca a w Joburgu korzystałam z Ubera). Podobnie też eksplorowanie sklepów, których nie ma w Bloem a w Johannesburgu są od niedawna (H&M, Mango, Zara). Do H&Mu sentyment mam od dawna, do pozostałych zajrzałam raczej z ciekawości). i wiecie co? Cieszyłam się jak dziecko !!! Sama galeria bardzo przypominała mi Warszawskie Złote Tarasy, sami zobaczcie! Do tego wyspałam się cudownie! hmm... miła odmiana. Oczywiście było mi dużo łatwiej się wyluzować wiedząc, że chłopcy są w najlepszych z możliwych rękach. Jasiek zajmuje się nimi rewelacyjnie. Jest Super Tatą! Do tego okazało się, że Franciszek, po raz pierwszy ever przespał sobie całą noc!!! Spał elegancko nie budząc się ani razu! Po moim powrocie nadrobił nocne mleka picie z nawiązką, ale to nic, i tak było warto!


 ^^^  wspomniane polskie stoisko :)

 ^^^ Foghound Cafe - fajne miejsce, w sąsiedztwie Centrum, gdzie odbywały się targi. 
Dobra kawa i smaczne śniadanko.



^^^ tak a propos podobieństwa do Złotych Tarasów :)






^^^ Pierwszy raz z lokalnym Starbaksie. Kawa pyszota a i lokal klimatyczny :)

Fajny czas, ale jeszcze fajniej było wrócić do domu, do moich chłopaków <3

Komentarze

Popularne posty